| Warsztat-Teatr-Muzyka |
|
|
|
|
Metoda pracy twórczej z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie Szkolenie przeznaczone jest dla instruktorów terapii zajęciowej, instruktorów teatralnych i nauczycieli. Jego celem jest wykształcenie umiejętności wykorzystania form teatralnych do wszechstronnego rozwoju osobowości osób niepełnosprawnych intelektualnie oraz ich integracji społecznej. Oparte jest na doświadczeniu wynikającym z dziesięcioletniej działalności grupy teatralnej i muzycznej „Na Górze” z Domu Pomocy Społecznej w Rzadkowie.
Całość: 8 godzin (10 dydaktycznych).
Obowiązują niekrępujące stroje (dresy). Maksymalna ilość uczestników: 30. Sala do pracy powinna swą wielkością umożliwiać swobodne poruszanie się wszystkich osób i posiadać na podłodze parkiet lub wykładzinę. Potrzebny sprzęt video. Dodatkowe materiały przydatne do zajęć – uzgodnione osobno.
Prowadzenie: Wojciech Retz – terapeuta, instruktor teatralny (niżej dokładny opis doświadczeń). Mariusz Nalepa – instruktor terapii, muzyk.
Kontakt: Wojciech Retz, tel. 600 133 431; e-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
* * *
Projekt warsztatowo-koncertowy „Szansa na śpiewanie”
Adresatem projektu są ośrodki zajmujące się terapią osób niepełnosprawnych, a także ośrodki kultury i szkoły. Pomysłodawcą i organizatorem projektu jest zespół muzyczny Na Górze, w skład którego wchodzą m.in. osoby niepełnosprawne intelektualnie. Przedsięwzięcie składa się z dwóch etapów. Realizacja pierwszego etapu polega na znalezieniu przez grupę Na Górze placówek zainteresowanych projektem, a następnie przesłaniu im płyt i kaset z utworami zespołu. Kolejny krok należy do wybranych placówek – mają one za zadanie przygotowanie uczestników występu spośród osób niepełnosprawnych ze swojego ośrodka (przesłuchanie utworów grupy Na Górze przez wszystkich ewentualnych wykonawców, wybranie najbliższych im piosenek i przygotowanie własnych interpretacji). Zespół Na Górze wspólnie z organizatorami z wybranych placówek zajmuje się w tym czasie organizacją koncertu - uzgodnieniem terminu, rozpropagowaniem, uzgodnieniem sali i sprzętu nagłośnieniowego (ewentualne wynajęcie w regionalnym domu kultury). Etap drugi, będący próbą generalną i występem, przeprowadza zespół Na Górze w wyznaczonym dniu koncertu. Przed występem grupa spotyka się z wykonawcami, aby dostosować akompaniament do indywidualnych potrzeb wykonawców (możliwe też są pełne, wokalno – instrumentalne opracowania, wykonywane bez pomocy zespołu Na Górze). Główną częścią projektu jest wspólny koncert – poszczególni wykonawcy wykonują z grupą Na Górze przygotowane utwory. Uwaga! Impreza ta nie ma charakteru konkursu, a zatem każde wykonanie jest traktowane równoważnie z innymi, jako pełnowartościowy, oryginalny, niepowtarzalny utwór (zespół Na Górze będzie na to zwracać szczególną uwagę w zapowiedziach w trakcie koncertu). Po przerwie następuje samodzielny koncert grupy Na Górze.
Kontakt: Wojciech Retz – tel. 600 133 431; e-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
* * *
O teatrze Na Górze
Teatr Na Górze działał od 1992 do 2000 roku w Domu Pomocy Społecznej w Rzadkowie. Jego aktorami byli mieszkańcy Domu, m.in. członkowie grupy muzycznej Na Górze. Teatr zrealizował kilka przedstawień, z których dwa zostały szczególnie zauważone i docenione. „Pieśń Kolorów (1995) oraz „Sny są samotne” (1997) były prezentowane na wielu scenach w kraju, a TVP 1 nakręciła o nich reportaże: „Teatr wrażliwy” i „Teatr jak życie”. Spektakl „Sny są samotne” uzyskał nagrodę na Łódzkich Spotkaniach Teatralnych (1998) - wówczas po raz pierwszy w Polsce komisja oceniająca dopuściła aktorów „niepełnosprawnych” do konfrontacji z artystami „pełnosprawnymi”.
Spektakle Teatru Na Górze:
Zapach piasku – 1992 Kolory wiatru – 1993 Od ziemi do baśni (kompilacja dwóch pierwszych spektakli) Czarne i białe – 1994 Pieśń kolorów – 1995 Nasza mandala – 1996 Sny są samotne – 1997 Ślady światła – 2000
* * *
Wybór fragmentów artykułów o teatrze Na Górze
...Kolorowa ściana dzieli scenę na dwie części. Pośrodku znajdują się drzwi. Do nich będzie odbywał swą wędrówkę bohater spektaklu. Za ścianą jest świat pełen tajemnic. Tam mieszka nadzieja. Stamtąd przyjdą bohaterowie chłopięcych snów. „Już cię nie chcę, już cię nie potrzebuję” – to jedyne słowa jakie padają w tym spektaklu. Ale próby oswojenia tamtego świata powiodą się. Ściana zniknie, drzwi okażą się stołem, a róża, której nikt nie chciał znowu znajdzie swe miejsce. Bohaterowie dramatu stworzą dom i zaproszą nas – widzów do stołu. To najważniejsza scena w tym spektaklu. Tyle osób chce zasiąść przy ich stole, z nimi...
Wiesława Szczygieł, Tygodnik Pilski, 23.05.2000
* * *
...Ten spektakl poruszył chyba wszystkich. Tak, jak – z reguły – poruszają nas akcje ludzi „sprawnych inaczej”. Świadomie używam tu cudzysłowu. Tak to już bowiem jest w naszym – niestety – mało tolerancyjnym społeczeństwie, że każda „inność” jest wydarzeniem. Ludzie boją się jej, choć często nie chcą się do tego przyznać. W całym spektaklu pada jedna kwestia: „Już cię nie chcę. Już cię nie potrzebuję.” Gorzkie to w odbiorze, gdy się pomyśli jak często odwracamy się od „inności”. „Inności”, której się boimy, której nie rozumiemy i nie akceptujemy. „W tym jest coś wzruszającego” – usłyszałem, gdy aktorzy zaczęli zapraszać widzów do stołu, do WSPÓLNEJ biesiady. A – przepraszam – co w tym wzruszającego? Przecież to rzecz zwykła, wręcz banalna, usiąść wspólnie do stołu z ludźmi TAKIMI SAMYMI jak inni. Obdarzonymi tylko „inną” percepcją i wrażliwością... (Wstyd mi. Za siebie. Nie miałem odwagi, by się do nich dosiąść. Spontanicznie i bez specjalnego zaproszenia...)
Adam, Gazeta Festiwalowa Łódzkich Spotkań Teatralnych, grudzień 1998
* * *
...Sześć snów – a raczej etiud o samotności, o poszukiwaniu kontaktu z drugim. Prostota i asceza środków wyrazu: kolorowe piłeczki, walizka, drzwi zza których – jak z innego świata – wchodzą chłopcy. I muzyka grana na żywo przez Wojciecha Retza (reżysera) i jego kolegów. Wreszcie prosty stół, kilka krzeseł i dzbanek z herbatą. A w finale zwykłe gesty chłopaków: zaproszenie nas do wspólnego stołu. Tak naturalne i autentyczne, jak teatr tych chłopców – czyniony bezinteresownie, żeby być razem, śmiać się, pokonywać własne lęki i obawy. Scena, zdarzenie, które znosi podział – uświadamia, że warto próbować być razem, bo nie ma żadnych dwóch światów, bo nawet w snach my „zdrowi” i oni jesteśmy tacy sami.
Grzegorz Janikowski, Scena 1-3, 1999
* * *
Spektakle są naszymi wspólnymi opowieściami. Gdyby było inaczej to oznaczałoby, że ktoś oszukuje, a wtedy nie warto robić teatru. Wcześniej pisałem wiersze, robiłem zdjęcia, rysowałem, ale w pewnym momencie zauważyłem, że muszę wyjść poza cztery ściany pokoju, podzielić się z kimś. Odkryłem, że mnie interesuje SPOTKANIE z ludźmi, a to jest możliwe właśnie w teatrze... Teatr jest dla mnie ważny, ale nie najważniejszy. Nie traktuję teatru jako posłannictwa, czy jako najwspanialszej formy terapii. Myślę, że tak samo możemy się realizować grając w piłkę. W finale spektaklu „Sny są samotne” jeden z aktorów otwarcie pyta: „Jak wam się podoba nasz teatr?” I zaprasza wszystkich na scenę, żeby wspólnie usiąść przy stole. W „Pieśni kolorów”, na kilka minut przed spektaklem, główną rolę powierzacie osobie z widowni. Czy wobec tego można mówić o czynnym uczestnictwie publiczności? Na początku TEATR był dla chłopców pojęciem abstrakcyjnym – traktowali swoje działania na scenie jako rodzaj zabawy. Nie GRALI ról, ale BYLI. Scena stała się miejscem ich spotkań. Potem pojawił się widz, okazało się, że na ich spotkanie przyszedł ktoś nowy. Wtedy odkryli kolejny powód swojej obecności na scenie: możliwość obdarowania kogoś czymś istotnym, podzielenia się radością czy smutkiem. Widz stał się kimś wyjątkowym – GOSCIEM, którego można zaprosić do wspólnej zabawy, rozmowy, a nawet przyjaźni. Stąd w ostatniej scenie „Snów” publiczność zasiada z aktorami do stołu. To wynika z naturalnej potrzeby BYCIA razem. Wiem, że chłopakom bardzo zależy, żeby publiczność czuła się z nimi dobrze. Przywiązują też wagę do jej reakcji. Długo po spektaklu potrafią opowiadać o tym, że jakiś pan w okularach się wzruszył, albo że mała dziewczynka biegała przed sceną. No i mamy taki paradoks: aktorzy obserwują publiczność, ona zaś staje się częścią przedstawienia. Dwa równoległe światy przenikają się i scalają. Czynne uczestnictwo? Myślę, że tak. To, o czym opowiada spektakl, wydarza się naprawdę. Czas trwania przedstawienia to moment, kiedy marzenia się spełniają. Zaciera się granica między teatrem a życiem. W jednej z recenzji „Snów” padło stwierdzenie, że jeśli w Waszym teatrze chodzi o terapię, to dotyczy ona w głównej mierze widza... Nie robimy teatru dla terapii. To znaczy ona nie jest naszym głównym celem, a jeśli odbywa się przy okazji, to dobrze. Przede wszystkim jesteśmy przyjaciółmi i lubimy ze sobą przebywać. Teatr nie jest jedynym miejscem naszych spotkań. Jeżeli ta zabawa nie będzie sprawiała nam przyjemności, jeśli zaczniemy się źle czuć ze sobą, wówczas przestaniemy robić teatr. Teatr nie jest antidotum. Chcę być dobrze zrozumiany: nie chodzi mi o negowanie jego roli, ale o ostrożność. Od kilku lat obserwuję różne teatry, które rzekomo mają służyć terapii. Terapia poprzez sztukę stała się modna. Każdy ośrodek dla ludzi z niepełnosprawnością intelektualną chce mieć swój teatr. Niestety, w części są to karkołomne pomysły. Przychodzi pan „reżyser” i myśli, że gdy Józiowi przyczepi różowy dzióbek i skrzydełka, potem wyuczy, wyćwiczy jak stroić minki, da znak kiedy przytupnąć – to wprawdzie aktorzy będą może wyglądali nieporadnie, ale przecież dokona się TERAPIA: podczas owacji publiczności. Dowartościowanie przez wzbudzenie współczucia, litości – temu jestem przeciwny. To na pewno ani teatr, ani tym bardziej terapia. Inaczej nie można tego nazwać, jak bezmyślnością, niezrozumieniem aktorów, ich wrażliwości ich zachowań. Akt twórczy umożliwia aktorom samopoznanie, lepsze zrozumienie siebie, wówczas powstaje miejsce na pokonywanie własnych lęków, akceptację własnych zachowań, reakcji. Kiedy są sprowadzeni do funkcji odtwórcy – dzieje się na odwrót. Zamiast otwierać się, zostają zamknięci w ciasnych ramach „wizji” reżysera, ich niepowtarzalne cechy zamieniają się w defekt, a narzucone role utwierdzają w uzależnieniu od innych. Sześć lat temu zrobiliście spektakl „Czarne i białe”, który po dwóch wystawieniach zawiesiliście. Uznaliśmy, że odeszliśmy w nim od tego, co uważamy za najważniejsze w teatrze. Aktorzy zamiast BYĆ, musieli GRAĆ. Wcielali się w role ptaków. Ta alegoria okazała się nie przekładalna na ich codzienne doświadczenie. Oni, żeby powiedzieć coś ważnego nie potrzebują zasłon, masek, są szczerzy i bezpośredni. Mówią wprost, SPOTKANIE nie było ich, ale ptaków. To nie był ich teatr. Ich teatr pokazuje jak wygląda CZŁOWIEK BEZ MASKI.
fragment wywiadu przeprowadzonego przez Annę Makrzanowską z Wojciechem Retz, Scena, 3, 2001
* * *
...Oglądałem spektakl „Pieśń kolorów” teatru Na Górze z Rzadkowa, prowadzonego przez Wojciecha Retza. W rozwoju akcji jest sekwencja, w której aktorzy kolejno zakładają kolorowe koszule. Został już tylko jeden chłopiec – do pasa obnażony. Szuka w stosie jakichś szmat i wydobywa koszulę. Wiemy, że ma ją założyć. I on to zaczyna robić. Robi to jednak dziwnie, jakby tylko dla samego siebie – zwalnia, przerywa, powtarza ruchy. Któryś ze współaktorów szepcze (widać ruch ust, słychać szmer) „zakładaj!” Inny wykonuje gest: podnosi ręce w górę – tak trzeba zrobić, by wciągnąć koszulę. Grający aktor jeszcze zwleka, potem kończy dzieło i uśmiecha się radośnie. W tym uśmiechu towarzyszą mu pozostali chłopcy. Stało się coś ogromnie ważnego. Z punktu widzenia przebiegu akcji, konstrukcji spektaklu – chłopiec popełnił błąd. Zakłócił kompozycję. Wielu „reżyserów” już by na niego syczało zza kulisy, popędzało. I to właśnie jest grzech powszechny. Bo chłopiec osiągnął coś niebywale istotnego: zaczął kierować sobą i innymi. Począł tworzyć własny świat tego fragmentu spektaklu, wciągnął do tej mini-rzeczywistości pozostałych aktorów i widzów.
fragment artykułu prof. Lecha Śliwonika, Scena, 2000
* * *
Prowadzę grupę teatralną, której członkami są mieszkańcy naszego domu. Pomaga mi w tym Mariusz Nalepa, który przede wszystkim jest świetnym muzykiem i opracowuje pomysły, które wpadają nam do głowy (do wszystkich spektakli robimy własną muzykę i wykonujemy ją na żywo w trakcie przedstawień). A pomysły biorą się z kontaktu z naszymi „podopiecznymi”, którzy po tylu latach wspólnej pracy są już właściwie naszymi kumplami. Staramy się wydobyć z ich codziennego życia, z potocznych zachowań jak najbardziej prawdziwą, szczerą twórczość. Bo to właśnie w takich zwyczajnych chwilach życia można znaleźć artystyczny materiał, który po umiejętnym przeniesieniu na scenę daje zaskakujące efekty. Najważniejsze w pracy ze wszystkimi ludźmi, nie tylko niepełnosprawnymi, jest to, aby czuli się na scenie pewnie, aby grali siebie samych – szczerze.
Fragment wypowiedzi Wojciecha Retz pochodzącej z wywiadu przeprowadzonego przez Damiana Kędzierskiego (druk w Gazecie Poznańskiej):
* * *
Wojciech Retz – mgr pedagogiki; animator kultury w lokalnym środowisku; prowadzi warsztaty artystyczne w dziedzinie teatru, fotografii; terapeuta pracujący z osobami z niepełnosprawnością intelektualną metodami artystycznymi. Przewodniczący Stowarzyszenia Na Górze; terapeuta w Domu Pomocy Społecznej w Rzadkowie; instruktor w Chodzieskim Domu Kultury.
- prowadzi terapię osób z niepełnosprawnością intelektualną metodami artystycznymi, przede wszystkim: 1) poprzez teatr (grupa teatralna Na Górze – działała od 1992 do 2000r. - jej przedstawienia zostały kilkakrotnie docenione na ogólnopolskich festiwalach, nie tyko dla teatrów osób niepełnosprawnych, ale co ważniejsze na scenach teatrów alternatywnych i profesjonalnych: m.in. wyróżnienie na najważniejszym polskim festiwalu teatrów alternatywnych w Łodzi, występy w Teatrze Ósmego Dnia w Poznaniu); 2) poprzez muzykę (grupa rockowa Na Górze – działa od 1994r. - wydała płyty, koncertuje w kraju i za granicą; - od 1993 roku jest organizatorem autorskich Świąt w DPS w Rzadkowie - przeważnie dwudniowych, plenerowych imprez kulturalnych integrujących niepełnosprawnych mieszkańców DPS ze społecznością lokalną pobliskich wsi i miast (Rzadkowa, Morzewa, Kaczor, Chodzieży, Piły); - w latach 1987-1997 organizator cyklicznej imprezy w Chodzieskim Domu Kultury pn. „Święto Wrażliwości”, która tak, jak Święta w Rzadkowie, łączyła różnorodne działania artystyczne – odczyty poezji, projekcje kina artystycznego, wernisaże wystaw, spektakle i happeningi, koncerty i inne; - w latach 1995-2000 prowadził w Chodzieskim Domu Kultury Teatr Za Horyzontem, kilkakrotnie nagradzany na ogólnopolskich festiwalach teatrów alternatywnych (m.in. pierwsze miejsca w Horyńcu, Toruniu); - prowadzi warsztaty teatralne, w szczególności dla instruktorów pracujących z osobami niepełnosprawnymi; - autor artykułów w piśmie teatralnym „Scena”; - autor rozdziałów prac zbiorowych: „Teatr a dziecko specjalnej troski”, „Nastolatek w poszukiwaniu tajemnicy teatru”, „Terapia i teatr – wokół problematyki teatru ludzi niepełnosprawnych”; - w grudniu 2004 nominowany do nagrody Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
|