O zespole Na Górze PDF Drukuj Email
Spis treści
O zespole Na Górze
Najważniejsze koncerty
Wszystkie strony

Organizacja koncertów

Wojciech Retz: tel. 604374108 ; e-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

 

Na Górze to spontaniczny, żywiołowy „free rock” grany przez siedmiu muzyków z Domu Pomocy Społecznej w Rzadkowie. Podstawowe brzmienie zespołu tworzą dwa wokale, gitary (elektryczna, akustyczna, basowa) i perkusja. Pojawiają się też klawisze, flet, harmonijka oraz inne instrumenty perkusyjne. W skład grupy wchodzą m.in. osoby, które przez „wyrozumiałe” społeczeństwo są określane jako niepełnosprawne. Obok nich, równorzędnie występują muzycy traktowani przez „powierzchowne” społeczeństwo jako pełnosprawni. Dzięki wspólnej działalności scenicznej postawili pod znakiem zapytania wszelkie tego typu etykietki.

 

 

O zespole Na Górze zrealizowano kilka reportaży, grupa była prezentowana w różnych programach TVP1, artykuły o zespole ukazały się w większości krajowych czasopism.

Najmocniejszą stroną grupy są koncerty. Na nich ujawnia się żywa, naturalna ekspresja muzyki Na Górze. Z dotychczasowych warto wymienić występy („supporty”) w towarzystwie zespołów: Voo Voo, Kult, Hey, Raz Dwa Trzy, a także charytatywne koncerty w Pradze na festiwalach poświęconych respektowaniu praw człowieka na świecie (dochód przeznaczony na pomoc dzieciom w Czeczenii oraz uchodźcom z różnych państw). Na uwagę zasługuje również piosenka nagrana ze Zbigniewem Zamachowskim.

Skład

  • - Robert Bartol – śpiew
  • - Adam Kwiatkowski – śpiew
  • - Lo – gitara basowa
  • - Mariusz Nalepa - gitara elektr., harmonijka, flety
  • - Krzysztof Nowicki – klawisze
  • - Wojciech Retz – gitara akust.
  • - Robert Wasiak – perkusja

Dyskografia

Kolorowomowa - 1997 – kaseta wydana niezależnie przez grupę Na Górze;

Re generacja – 2001 – CD wydana przez Arkę Noego;

Satysfakcja – 2003 – CD wydana niezależnie przez grupę Na Górze (dzięki dofinansowaniu z funduszy Programu Młodzież);

Znowu jestem – 2005 – VCD z teledyskiem oraz reportażem i fotografiami będącymi dokumentacją polsko-czeskiego projektu polegającego na nakręceniu teledysku przez niepełnosprawnych mieszkańców Domu w Rzadkowie – wydana niezależnie przez grupę Na Górze (dzięki dofinansowaniu z funduszy Programu Młodzież).

Historia w pigułce

To, co teraz możecie zobaczyć i usłyszeć na naszych koncertach nie zawsze takie było...

Kilka lat temu, gdy zaczynaliśmy muzykować dla samych siebie i dla kilkunastu widzów na pierwszym koncercie w naszym Domu, Mały grał na kartonowych pudłach. Śpiewał wtedy tylko Bartol. Adam i Robert brzdąkali w dzwonki i trójkąty. Woju obsługiwał gitarę.

Po miesiącu Adam też zaczął śpiewać. A chwilę później doszedł Maniek (zobaczył na video rejestrację naszego pierwszego, domowego koncertu i zaczął podobno krzyczeć do swej żony, że musi z nami grać – na szczęście pozwoliła mu…).

Dwie akustyczne, NRD-owskie gitary to było coś! Maniek i Woju starali się je stroić, jak tylko mogli! Zamiast kartonów pojawiły się bongosy, ale Mały tak walił w nie pałkami, że szybko roz-walił naciągi.

Gitara basowa zabrzmiała w zespole pierwszy raz... na taśmie magnetofonowej. Po prostu, na końcu nagrywania w studiu kasety "Kolorowomowa" stwierdziliśmy, że czegoś tu brakuje i zaproponowaliśmy znajomemu basiście, żeby dodał swoje "conieco". W ten sposób w grupie znalazł się Lo, muzyk z punkowej formacji „Inri”.
Odtąd, czyli mniej więcej od 1997 roku występowaliśmy w takim samym składzie, w jakim powstała później płyta "Re generacja". Po drodze udało się kupić perkusję dla Małego, na której szczęśliwie gra do dziś. No… chyba trzeba wspomnieć o konieczności wymiany popękanych talerzy, złamanej „stopy” i zdezelowanego „hi-hat’u” (Mały nadal ma ciężką rękę i nogę!).

Rok później Robertowi Królskiemu, grającemu na przeszkadzajkach, znudziło się jeżdżenie w długie trasy koncertowe, wobec czego oznajmił, że opuszcza zespół. Zaproponowaliśmy wtedy współpracę Krisowi, który grał sobie od czasu do czasu na klawiszach w Warsztacie Terapii Zajęciowej w Chodzieży. Pojawił się z nami pierwszy raz przed olbrzymią publicznością na stadionie, podczas trasy z Arką Noego i dał sobie wówczas bardzo dobrze radę. Dzięki temu można go usłyszeć na ostatniej płycie - „Satysfakcja”.

Ale najważniejsze w tej historii jest to, że w ogóle mogliśmy się spotkać i że przez te wszystkie lata, oprócz koncertów dla publiczności, ciągle chętnie graliśmy dla samych siebie, dla swojej własnej, dzikiej radochy ! I oby tak było...

Z okładki pierwszej płyty

NASZE SPOTKANIE nastąpiło dziesięć lat temu. Wtedy byli „Oni” i „my”.

„Oni” przyszli z innego Domu Pomocy Społecznej, można powiedzieć hurtem – sześćdziesięciu chłopców z przypisanymi środkami uspokajającymi

(w dawkach zadziwiających). My byliśmy rzekomo tymi, którzy mieli wiedzieć jak się robi terapię, czy rehabilitację, jak wyprowadza się z niepełnosprawności, przywraca społeczeństwu. Jednak bardzo szybko „Oni” dali nam do zrozumienia (a my, na szczęście, pozwoliliśmy to sobie prosto wytłumaczyć), że jeśli mamy wspólnie BYĆ w tym Domu i jeżeli to naprawdę ma być Dom, to... No właśnie, tu zaczynają się trudności z wyjaśnieniem o co w Tym Wszystkim zaczęło chodzić. Bo... zamiast uczyć – sami zaczęliśmy na nowo odszukiwać to, co zagubiliśmy, stając się Poważnymi Dorosłymi; bo oprócz monotonnej codzienności, która ciągle atakuje Dom, jego mieszkańcy codziennie żyją inaczej, często zaskakując swą spontanicznością; bo pomimo przyjętego „ programu wychowawczego” stale jesteśmy zmuszani do zmieniania go, gdyż przestaje pasować do rozwoju poszczególnych osób; bo podział na wychowawców i wychowanków nie jest już tak oczywisty, skoro kilku z „Nich” pracuje w Domu, pomagając innym, mniej sprawnym mieszkańcom (choćby tylko poprzez to stali się „nami”); bo zamiast tłumić energię sztucznymi środkami, staramy się ją spożytkować – na przykład grając...

Któryś z chłopaków mruczał czasami pod nosem jakąś melodię, choć w ogóle nie mówił. Inny tłukł łyżeczkami w talerze na stołówce i robił to całkiem rytmicznie. Naturalne stało się, iż zaczęliśmy razem tworzyć muzykę (wcale nie koniecznie relaksacyjną, jak wypadałoby w „niepełnosprawnej instytucji”).

Na pierwszym koncercie Mały grał już pałkami na... kartonowych pudłach. Bartol zaś odważył się na zaśpiewanie kilku słów. No i porwało nas to bardzo szybko. Chyba od razu straciliśmy dystans – do siebie (przestało być ważne kto jest tzw. mieszkańcem, kto tzw. pracownikiem, a kto tzw. wolontariuszem) i do tego, co robiliśmy. Może powinniśmy prowadzić cykliczne próby, starać się o występy, stosować jakieś konkretne zasady funkcjonowania grupy. Ale jakoś tak... nie chciało nam się.

Wobec tego, po siedmiu latach spontanicznego muzykowania powstały nagrania, które zapewne mogłyby brzmieć bardziej profesjonalnie (przypuszczamy, że jest kilka tysięcy zespołów grających bardziej równo i śpiewających wyraźniej od nas – choć nie jest to jednak takie pewne). Ale cóż... Chyba nie o to nam, tak naprawdę, chodzi... Bo co z tego, że wszystko jest równe i wyraźne? Podobno sztuka ma służyć do wyzwalania emocji, a może nawet uczuć. Niech zatem służy. Niech je RE GENERUJE...

Małe i duże incydenty Na Górze

Bartolowi zdarzyło się zbić (dużą!) szybę w pewnej restauracji. Nie zdarzyło się to przypadkiem… Jak to często bywa w ujawnianiu męskich emocji, powodem była pewna dziewczyna...

W czasie festynu parafialnego, w obecności księdza – organizatora, Adam dyplomatycznie stwierdził ze sceny: "Dziś nie mogę powiedzieć, że... jest zajebiście".

Inna elegancka wypowiedź Adama w czasie innego koncertu: "Jak wam teraz zagramy, to się posracie".

Ostatni koncert trasy z Arką Noego i 2 Tm 2, 3. Już po koncercie. Mały ściąga spodnie. Majtki na szczęście pozostały na swoim miejscu...

Podczas koncertów w Czechach zapowiedź utworu „Szukałem ciebie” wywołała różne reakcje…*

*informacja dla osób nie znających (wyjątkowo) języka czeskiego: wyraz „szukałem” ma u naszych sąsiadów znaczenie… bardzo brzydkie, więc nie będziemy go przytaczać.

Restauracja Wierzynek, jedna z najbardziej „ę-ą” w Krakowie… Rząd aksamitnych kelnerów za nami itp. Wspólna kolacja wszystkich wykonawców po koncercie organizowanym przez Annę Dymną… A Robert Wasiak (ten to jest jednak największy rockendrolowiec spośród nas… bo przecież przyznajmy, ze każdy z nas miał na to ochotę…) wylizuje talerz po smacznym deserze. I tylko siedzący przy naszym stoliku Zbyszek Zamachowski, z którym przed chwilą śpiewaliśmy na scenie (najbardziej „Normalny” spośród poznanych przez nas „Artystów”) przyznał: „Jakbym siebie w domu widział!”.